środa, 19 listopada 2014

Ćwiczenia z zaniechania.

Wszystko zaczęło się od tego, że w jakimś fejsbukowym konkursie Marietta wygrała bilet na koncert Portishead. Potem okazało się, że koncert ten organizowany jest w ramach Artloop Festival. Potem pomyślała sobie, że fajnie będzie zaprosić do Trójmiasta mnie, bo festiwal ma całkiem fajny program. Potem ja zaproszenie przyjęłam i zaczęłam przekopywać stronę internetową Artloopa w poszukiwaniu najciekawszych punktów programu. Potem natknęłam się na "Ćwiczenia z zaniechania", czyli projekt artystyczny Eli Jabłońskiej. Z krótkiego opisu, który znalazłam na stronie, wynikało, że wystarczy zgłosić swoją chęć wzięcia udziału w projekcie, a w zamian za to (i 4 godziny nicnierobienia na plaży) dostaje się za darmo nocleg w jednym z luksusowych sopockich hoteli. Nie licząc na wiele, postanowiłam wypełnić formularz. Zrobiłam szybko - i dość niestarannie, przyznaję. Jakież było więc moje zdziwienie, gdy okazało się, że zakwalifikowałam się do udziału w projekcie i że za jakieś dwa tygodnie czeka mnie noc w Pensjonacie Eden.

"Ćwiczenia z zaniechania" były po prostu zbiorową formą relaksu. Mieliśmy zabrać jak najmniejszy bagaż i jak najlepsze humory, a potem przyjechać do Sopotu, nigdzie się nie spieszyć i odpocząć. Jedynym naszym obowiązkowym punktem programu było dwugodzinne wspólne nicnierobienie na plaży, którego z przyjemnością dokonaliśmy dwa razy. :) Poza tym, mieliśmy wolną rękę, więc ja zobaczyłam sporo festiwalowych atrakcji z Mariettą (byłyśmy nawet w jednym z pokojów w Hotelu Grand, bo także i tam znajdowała się instalacja artystyczna!). Najlepiej jednak wspominam przepyszną pizzę z "Sempre", na którą wybrałam się z Iwoną, czyli moją współlokatorką z Edenu (w którym notabene naprawdę było jak w Edenie, polecam więc ten pensjonat wszystkim, których stać na takie luksusy ;) ). Mówię Wam, nie ma na świecie nic lepszego niż pizza w "Sempre". To powiedziałam ja, Wanda Grudzień. ;)

W ramach projektu mieliśmy wykonać zdjęcie swojego bagażu...

... a także kilka fotek po drodze do Sopotu.


"Eden".









 Festiwalowe instalacje.





Na plaży...



... i ćwicząc zaniechanie. :)

Wieczorny widok na Hotel Grand i stół w "Sempre".

I na koniec poranny spacer nad morze. Wybrałam się też na przejażdżkę sopockim veturilem, a po fakcie okazało się, że w kurorcie ta przyjemność kosztuje sporo więcej niż w stolicy...